Opublikowano przez: Kamil,
Data publikacji: 15:00, 25-05-2025
Chciałbym poruszyć temat, który jest dla mnie treścią mojego życia. Coś co jest dla mnie najcenniejsze a jednocześnie sprawia mi najwięcej cierpienia. Przedstawie tu swój, bardzo indywidualny sposób patrzenia na relacje i Miłość jako taką. Oto lista moich aksjomatów, niech każdy sam je w życiu weryfikuje. Ja poniżej podzielę się tym co na razie zrozumiałem.
1. Kochamy odmienność w drugiej osobie.
2. Kochamy przeciwny biegun tego co dla nas ważne.
3. Kochamy rozwój
4. Wszystko na tym świcie jest potrzebne.
5. Ciemne anioły działają zgodnie z prawem.
6. Miłość zawsze będzie testować nasze granice.
7. Potrzebujemy czasu na doświadczenie.
8. Serce wybiera kierunek ale to rozum zna drogę.
9. Każda emocja i uczucie pomaga nam wrócić na drogę Miłości.
Czy świat jest okrutny? Jak ktoś myśli, że tak, to od razu ma problem. Bo tak będzie postrzegać wiele życiowych sytuacji. Jednak nawet Ci, co myślą odwrotnie spotkają się z okrucieństwem i cierpieniem, którego nie będą rozumieć. Przykładem takiego cierpienia jest niemożliwość wyrażania swoje miłości. Czyli zakochanie się bez wzajemności.
Dlaczego to tak boli? Energia miłości jest tą najpotężniejszą, ona tworzy nasz świat. Gdy poczujemy potrzebę jej wyrażenia, to naturalnie chcemy by płynęła, coś zrobiła. My patrzymy na efekty. No ale jak nie ma odbiorcy to ona nie może popłynąć w wybranym kierunku. Powoduje ciśnienie, które zaczyna boleć. Osoba w której się zakochaliśmy jest celem tej energii, którą w sobie mamy i która wyrywa się do działania. Ta energia widzi możliwość wywołania zmiany w osobie kochanej. Pamiętam te kobiety w których się zakochiwałem, one zawsze miały w sobie coś co chciały zmienić. Nie ja w nich, one same a Miłość już pędziła z pomocą. Tylko czasami drzwi zatrzaskiwały się przed samym nosem i kończyło się jego rozbiciem.
Na pierwszy rzut oka, to cierpi tylko osoba zakochana. Jednak ta druga też traci, tylko nawet nie wie co. Gdy ta osoba nie wie lub nie potrafi odebrać tej energii też ma problem. Byłem w obu sytuacjach i obie są bardzo trudne.
Dopiero po latach rozumiem lepiej jak obciążające jest blokowanie przepływu tej energii, szczególnie właśnie gdy stoi się po stronie osoby zakochanej. Doświadczenie niemocy wyrażenia tego co chcemy bo musimy uszanować wolną wolę drugiej strony jest potworne. Nawet jednak ta sytuacja uczy nas czegoś, bo przecież świat nie postawił by nas w sytuacji bez wyjścia. To czego nie umiemy, to przekierować tę energię gdzie indziej. Poszukać kogoś kto kocha nas i czeka na odwzajemnienie. Trauma ten proces utrudnia a ja uczę się wykorzystywać tę energię do wewnętrznej przemiany i przywołania „potrzebującej” osoby. To jest ten element magiczny, który jest tak fascynujący. Obecne portale randkowe czy inne sposoby szukania kogoś zaczynają zawodzić albo wręcz są miejscem zwodzenia nas. Naturalnie to ta energia prostuje ścieżki tym co jej szukają. Tak było, jest i będzie.
Chciał bym dać Wam odpowiedź jak to zrobić, niestety ja jeszcze się uczę ale widzę jak się czuję gdy w medytacji dumnie pokazuje siebie całemu światu. Swoją energię, swój indywidualny blask i czekam aż ukochana mnie znajdzie. Ta której właśnie ja odpowiadam. Ta dla której to ja jestem odpowiedzią na wiele pytań i naturalnym zaspokojeniem jej potrzeb.
I jak mnie znajdzie to na co mogę liczyć? No właśnie. Ogólnie na to samo z punktu widzenia energii lub ezoteryki. Przyciągamy ludzi co są do nas podobni na poziomie traum, na poziomie pojmowania świata lub ogólnie rzecz biorąc istotnych dla nas symboli. To złożony temat więc posłużę się przykładem. Jak ktoś bardzo mocno uważa, że tylko ciepło jest dobre i fajne, to przyciągnie osobę co również dużo uwagi przykłada do temperatury. Bo o ten symbol, temperaturę, chodzi. Tu są podobni. Pewnie jednak będzie to osoba co woli chłód. By Miłość miała co robić to musi być polaryzacja, iskrzenie, różnica potencjałów. Wtedy oboje mogę na wzajem nauczyć się wad i zalet obu biegunów tego symbolu. By osobiście wyważyć złoty środek. Wzrastają wzajemnie się wspierając. Wtedy zaczynają być szczęśliwi. Namiętność przeradza się w zrozumienie, akceptację i ogromną satysfakcję z nowego pojmowania siebie.
Tylko czasami tego doświadczyłem, bo jednak w większości wybieramy kłócenie się, o to co jest lepsze, do końca naszych dni. Ale to już ta ciemna strona naszego Ego.
Wyobraźcie jednak sobie co się dzieje, jak ktoś gardzi kłamstwem, jest zagorzałym wojownikiem o Prawdę. No cóż, ma spore szanse nie tylko trafić na kłamczuszka ale i na samego mistrza kłamstwa czyli narcyza. Będzie iskrzyć na początku. To trudne lekcje ale nadal, wbrew pozorom, to lekcje Miłości, które sami sobie fundujemy. Narcyz, często jest podpięty pod egregora, którego ja nazywam Oskarżycielem. Takiego krętacza, który chce wmówić Ci kim nie jesteś, wbić w poczucie wini fałszywymi zarzutami. Jak stoisz w prawdzie i umiesz docenić i rozróżnić kłamstwo i fałsz, to mu się nie uda. Po długiej bitwie nadal będziesz sobą, ale będziesz rozumieć znacznie więcej. Czy to jakoś pomoże narcyzowi? Nie wiem, może doceni prawdę, szczerość i Miłość. Bo przecież to do niego i przez niego ta energia Miłości ostatecznie od ciebie będzie płynąć. Coś zmieni na pewno tylko w tym przypadku, myślę, jest to poza naszym ludzkim pojmowaniem. Uważam, że taka istota doceni to dopiero po wielu wcieleniach. Świat jest nieskończoną siecią powiązań więc to co dla nas, w tym momencie, wydaje się nieistotne, to z punktu widzenia całości, tej wieczności, ma olbrzymie znaczenie dla równowagi.
Spójrzmy na to samo zjawisko inaczej:
Są też energie/ludzie, którzy nas testują. Słyszeliście takie stwierdzenie, że wszystko co jest, jest potrzebne, inaczej by tego nie było? Ma to głęboki sens o którym tu nie będziemy się rozwodzić. Założę, że to prawda, że starzy myśliciele byli dużo mądrzejsi ode mnie i nie ma sensu ich weryfikować moim kubusiowym rozumkiem.
Gdy postanawiamy się rozwijać, wzrastać albo uczyć czegoś nowego w kategorii rozwoju duchowego, to Miłość już się cieszy. Jednak człowiek to stworzenie złożone, często zmienne i niepewne. Gdy są jeszcze w nas te wątpliwości, te przekonania, których już dawno być nie powinno jak: I tak nikt mnie prawdziwie nie pokocha! Zawsze muszę spieprzyć to co dla mnie najważniejsze! Gdyby nie te moje wady to może ktoś by mnie naprawdę polubił. Na miłość zasłużę dopiero jak się zmienię! itd…
To istnieje konieczność weryfikacji, czy na pewno już te przekonania to przeszłość, i tylko pozostaje posprzątać, czy też nadal jesteśmy do nich przywiązani.
Ponieważ te przekonania są bardzo mocnymi stwierdzeniami bezpośrednio uderzającymi w to kim jesteśmy, w nasze indywidualne święte JA JESTEM, zaprzeczającymi naturze naszej świadomości, to i testy będą poważne. Spotykamy partnera co sprawdzi nieświadomie to co tak naprawdę o sobie myślimy. Jego cechy, jego sposób mówienia i działania najpierw nas przyciągnie, poczujemy zakochanie a potem zaczniemy znów sobie zadawać pytania, które będą miały nas na te przekonania naprowadzić. Albo wprost po kłótni, w gniewie wykrzyczymy: „Zawsze kurwa musi się spierdolić!” Właśnie w tym momencie powinniśmy się zatrzymać i spojrzeć do wewnątrz, to co myślimy o sobie wyszło na jaw. Tu powinna pojawić się wdzięczność, że mogłem to zobaczyć. To dla mnie moment najtrudniejszy bo w środku wciąż się gotuje od gniewu.
Te lekcje też są udzielane przez istoty potocznie nazywane ciemnymi. Pamiętamy, że one skoro są to mają rację bytu i są niezbędnym elementem rzeczywistości, tej która jest tworzona i zarządzana przez Miłość. Gdy cierpimy z powodu nieodwzajemnionego uczucia, albo gdy te istoty nam lub partnerowi namieszały podszeptami w głowach i dochodzi do rozdzielenia, to pojawia się bardzo poważna pokusa wewnętrzna. Ból rośnie z dnia na dzień a my byśmy już chcieli go zakończyć. Słabniemy energetycznie ale i nasza wola ma się coraz gorzej. Jesteśmy dosłownie kuszeni by sprawdzić, czy wiemy, że mamy wolną wolę i możemy sami zarządzać swoimi wartościami i kierunkiem życia. To czego nie chcemy zrobić to powiedzieć: „Zrobię cokolwiek byle to cierpienie się skończyło.” Lub coś podobnego. To bardzo głębokie nieposzanowanie siebie i swojego JA. Nikt nie chce być przedmiotem który zrobi cokolwiek co mu się powie. Właśnie na tym to polega. W relacji z drugą osobą mamy szanować siebie i to kim jesteśmy, bo tylko wtedy będziemy umieć szanować odmienność w ukochanej osobie. Wiedzieć kim jesteśmy i wiedzieć, że ta druga istota to samo wie o sobie. Jak to łatwo się pisze a jak trudno mi to praktykować! To są jednak sprawy kluczowe z perspektywy ezoteryki.
Wydawało by się, że ta nasza Miłość wystawiana jest niesprawiedliwie na niezliczone próby. Tu jednak przychodzi „cios” największy. Otóż moim zdaniem to właśnie ta ciemna strona postępuje zawsze Sprawiedliwie a więc zgodnie z Prawem Naturalnym. To oni znają je doskonale i oni wiedzą, że wolnej woli się nie łamie. Co to oznacza dla nas? Ano tyle, że daliśmy się zwieść. Sami robimy coś źle, że cierpimy bo nie znamy Prawa ani Siebie.
Przyjaciele, gdy w waszym życiu pojawia się traumatyczne doświadczenie i czujecie, że Miłość czy kochana osoba jest stracona, to pewnie jeszcze nie jesteście z siebie dumni tak jak być powinniście. Nieważne ile popełniliście błędów i co mówią o Was inni, wszyscy tu jesteśmy na drodze stawiana się i jedyna droga to być dumnym z tego kim się jest, bo to Wasz punkt wyjściowy. Jak istniejecie to jesteście potrzebni a wręcz niezbędni w tym ekosystemie. Wy jesteście niezbędni a nie wasz wyimaginowany i nieosiągalny obraz siebie.
Czas. To pojęcie zatrważające samo w sobie. Niby wiemy, że wszystko mija, ale gdy boli z powodu Miłości to czas stoi w miejscu. Przypominajmy więc sobie samemu codziennie: Wszystko mija, wszystko się zmienia. To czas kiedy warto wracać pamięcią do chwil najpiękniejszych, wręcz zmuszać się do tego by zbalansować swoją psychikę. Tak jak ciało goi rany w swoim tempie tak robi to psychika. Uparcie wraca do równowagi gdy nie posiłkujemy się tabletkami czy innymi znieczulaczami.
Mimo tak wielu porażek w życiu, tych miłosnych, wciąż rozbrzmiewają w mojej głowie pytania: Dlaczego to w niej się zakochałem? Dlaczego znów „musiało” zakończyć się cierpieniem? Czy moje serce jest głupie?
Wierzcie lub nie ale ja już byłem bliski uwierzenia w to, że mój wewnętrzny kompas, serce mężczyzny, kompletnie nie wie co robi. Nadal siedzę i medytuję nad tym i dochodzę do następujących wniosków, rodzaju podsumowania tego co napisałem wyżej. Człowiek to nie są odrębne kawałki, jak serce i rozum, czy świadomość i podświadomość. To wszystko ze sobą współpracuje. I tak jak przyroda uczy nas symbiozy tak i nasz wewnętrzny świat powinien być takim obrazem, wzajemnej współpracy każdego elementu. Serce i intuicja widzą więcej, poza możliwościami pojmowania rozumu i ponad czasem. Serce stara się wskazywać kierunek, jego głos jest często niezwykle silny ale czasowy. To może na przykład być uczucie zakochania. Jak się uprzemy to je zdusimy. Czas właśnie potrafi ten głos zatrzeć, wymazać. Jak zostaniemy sami to serce w końcu przestanie bić do tej osoby bo po latach i my się zmieniliśmy a i teraz już nie czas i miejsce na to doświadczenie. To jednak ta smutna, traumatyczna droga bo w głębi czujemy, że niewyrażona miłość w tym czasie to czas stracony w dużej mierze.
Serce nie wie jak być razem w tym świecie, serce wie z kim i dlaczego. By to formalnie zrealizować potrzeba wiele trudu. Im silniejsze uczucie tym pewnie więcej trudu bo to sugeruje, że te nasze symbole na których się przyciągamy, są na skrajnych pozycjach „gorąca i chłodu”, miłości własnej i tej obdarowywającej.
Być razem to raczej zadanie dla zespołu narzędzi jakie mamy, spójnej całości jaką jest człowiek. W tym przypadku to nawet nie o jednego człowieka chodzi. Tak, serce można postawić w roli nawigatora, ale to rozum będzie wiedzieć jak płynąć i omijać rafy. To rozum będzie pokonywał kolejne traumy z przeszłości i pomagał w ich leczeniu. To rozum podpowie jak wspólnie się wspierać by to co drażni nas na wzajem zrozumieć dla wspólnego dobra. Tylko rozum będzie wiedział jak połączyć część męską i żeńską. Co wnosi On a co Ona. To Wola będzie trwać przy wybranym kierunku. Tylko Wolą możemy codziennie wybierać podpowiedzi od Serca i Rozumu, bo tylko nasza Wola ma siłę realizacji tego co ważne. Tylko kreatywność z Wolą wyznaczą nowe cele i pomogą w rozwiązaniu konfliktów, które są nie do pogodzenia. A uwierzcie mi, w przypadku gdy połączyła nas Miłość to nie raz taka potrzeba zaistnieje.
Miłość będzie wzmacniać naszą spójność i indywidualność. Gdy nie odpuścimy każdego dnia będziemy lepiej rozumieć czym jest rodzina i wolność z kochanymi osobami w ramach Miłości. Gdy zaczniemy to robić wspólnie, z kochaną osobą to poczujemy smak Wolności/Miłości w najpiękniejszym ludzkim wymiarze.
I jeszcze jedno, jak zaczynami kogoś nienawidzić bo coś poszło nie tak, to jest to znak, że bardzo kochamy i nienawidzimy czegoś co nie pozwoliło kochać dalej. Tak naprawdę nigdy nie kierujemy tego uczucia do osoby, te uczucie nie do tego jest zaprojektowane, ono celuje w coś co miłość zatrzymuje. Trzeba wysiłku by to coś znaleźć. Zachowanie, decyzje itd… by móc wiedzieć co zmienić.
© klinikazdrowegoczlowieka.pl 2021